- Mamo, a kiedy ja będę miała dzidziusia?
- jak będziesz duża i będziesz miała męża
- ale ja już jestem duża, przecież
- tak, ale nie masz jeszcze męża
- no tak, muszę sobie sama jakoś poradzić...
czwartek, 18 grudnia 2014
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Szaleństwa matki polki
Od kilku dni moja najmłodsza kocha miłością przeogromną lalkę - dzidziusia. Karmi, kąpie, układa go do snu.
Dziś pojawił się rano problem:
- Nie mogę zostawić dzidziusia samego w domu - szlochała - nie idę do przedszkola!
- Idź do przedszkola - podpowiadałam - przecież tak bardzo lubisz, a ja zajmę się twoim dzidziusiem
Zaufała. Już było dobrze, ale nie... ja musiałam dodać swoje 3 grosze...
- Jeśli chcesz, wezmę dzidziusia i razem przyjdziemy po ciebie do przedszkola
- Taaaaaaaaaaaaaak!!!!!!!!!!! - odwrzasnęło moje dziecię, a po chwili szalonej radości nastąpił dramat
- Dzidziuś jest goły, nie ma się w co ubrać, zmarznie.....
Nie było już mowy by dzidziuś został w domu, więc zrobiłam jedyną możliwą rzecz:
Obiecałam "ZAJMĘ SIĘ TYM"
Słowo się rzekło, matka do maszyny....
40 min zajęło mi zrobienie wykrojów i uszycie prowizorycznego dresika i czapy. Na chwilę obecną MUSI dzidziusiowi wystarczyć. :)
Dziś pojawił się rano problem:
- Nie mogę zostawić dzidziusia samego w domu - szlochała - nie idę do przedszkola!
- Idź do przedszkola - podpowiadałam - przecież tak bardzo lubisz, a ja zajmę się twoim dzidziusiem
Zaufała. Już było dobrze, ale nie... ja musiałam dodać swoje 3 grosze...
- Jeśli chcesz, wezmę dzidziusia i razem przyjdziemy po ciebie do przedszkola
- Taaaaaaaaaaaaaak!!!!!!!!!!! - odwrzasnęło moje dziecię, a po chwili szalonej radości nastąpił dramat
- Dzidziuś jest goły, nie ma się w co ubrać, zmarznie.....
Nie było już mowy by dzidziuś został w domu, więc zrobiłam jedyną możliwą rzecz:
Obiecałam "ZAJMĘ SIĘ TYM"
Słowo się rzekło, matka do maszyny....
40 min zajęło mi zrobienie wykrojów i uszycie prowizorycznego dresika i czapy. Na chwilę obecną MUSI dzidziusiowi wystarczyć. :)
Chyba będzie dobrze, co? :)
niedziela, 16 listopada 2014
Geny
Kąpię Ewkę, Aga nam asystuje. Choć słowo asystuje jest może zbyt wielkie. Poprostu jest z nami w łazience, stoi nawet za naszymi plecami.
Nagle mówi patrząc w lustro (które jest przede mną):
- W sumie to chyba nie jestem taka brzydka?
- Śliczna jesteś - odpowiadam a po chwili dodaję żartem - po mamusi...
- Po mamusi? - pyta moje dziewczę
- No - pada moja lakonczna odpowiedź i w tym momencie zerkam do lustra i widzę..
Nagle mówi patrząc w lustro (które jest przede mną):
- W sumie to chyba nie jestem taka brzydka?
- Śliczna jesteś - odpowiadam a po chwili dodaję żartem - po mamusi...
- Po mamusi? - pyta moje dziewczę
- No - pada moja lakonczna odpowiedź i w tym momencie zerkam do lustra i widzę..
Po czym Młoda dodaje:
- No właściwie jakby się przyjrzeć, to fakt...
Małpiszon...
piątek, 14 listopada 2014
7 miesięcy to nie przelewki
Dziś nasze doże dziecię kończy 7 miesięcy i z tej okazji wczoraj wybraliśmy się do weterynarza aby zważyć i zmierzyc nasze maleństwo :) Nie mogło być normalnie - z nami się nie da.
Ale od początku.
Zapiełam psiowego na smycz, zapakowałam młodą na rowerek i nieco starszą zagoniłam do współpracy i razem ruszyłyśmy w kierunku gabinetu weterynaryjnego.
Już za bramą naszej posesji Pietrucha (zdrobnienie od Pedro ;) ) poczuł się pszczółką radosną, która koniecznie musi bryknąć wszędzie gdzie tylko się da.
- Mamo, mam pomysł - zagadnęła starsza latorośl - wezmę go tu na trawę i chwilę z nim poszaleję, to potem pójdzie spokojniej.
Zanim zdążyłam zaproptestować sytuacja rozwinęła się w tempie filmu puszczanego z wielkim przyspieszeniem. Aga niczym rusałka wbiegła z Pietruchą na trawnik, ten na widok leżących liści dostał małpiego rozumu i niczym torpeda postanowił wszystkie je rozrzucić w promieniu kilkunastu metrów. Łatwo nie miał, bo za nim na smyczy wisiało dziewcze moje, które całą tą zabawę zakończyło z twarzą w liściach, leżąc na brzuchu i powtarzając "błagam, żebym po drodze nie zgarnęła brzuchem jakiejś kupy, błagam, tylko nie kupa..."
Kolejna zabawa zaczęła się u weterynarza. Pietrucha nie był zbyt szczęśliwy z pobytu tam, choć wizyta miała na celu tylko zważenie naszego szczęścia. Prawie 10 min zajęło nam wsadzenie naszego szczenaka na wagę. W tym czasie Pedro znalazł w podłodze kratkę, chyba z odpływu jakiegoś. Plan miał prosty - wyszarpać kratkę i zrobić podkop.Udało się nie tylko ocalić gabinet od demolki, ale też zważyć pupila. Tak więc mogę powiedzieć nasze doże dziecię ma 48 kilo i 80cm w kłębie. Maleństwo <3
I jeszcze kilka fotek
Ale od początku.
Zapiełam psiowego na smycz, zapakowałam młodą na rowerek i nieco starszą zagoniłam do współpracy i razem ruszyłyśmy w kierunku gabinetu weterynaryjnego.
Już za bramą naszej posesji Pietrucha (zdrobnienie od Pedro ;) ) poczuł się pszczółką radosną, która koniecznie musi bryknąć wszędzie gdzie tylko się da.
- Mamo, mam pomysł - zagadnęła starsza latorośl - wezmę go tu na trawę i chwilę z nim poszaleję, to potem pójdzie spokojniej.
Zanim zdążyłam zaproptestować sytuacja rozwinęła się w tempie filmu puszczanego z wielkim przyspieszeniem. Aga niczym rusałka wbiegła z Pietruchą na trawnik, ten na widok leżących liści dostał małpiego rozumu i niczym torpeda postanowił wszystkie je rozrzucić w promieniu kilkunastu metrów. Łatwo nie miał, bo za nim na smyczy wisiało dziewcze moje, które całą tą zabawę zakończyło z twarzą w liściach, leżąc na brzuchu i powtarzając "błagam, żebym po drodze nie zgarnęła brzuchem jakiejś kupy, błagam, tylko nie kupa..."
Dalsza część spaceru minęła nader spokojnie :)
Kolejna zabawa zaczęła się u weterynarza. Pietrucha nie był zbyt szczęśliwy z pobytu tam, choć wizyta miała na celu tylko zważenie naszego szczęścia. Prawie 10 min zajęło nam wsadzenie naszego szczenaka na wagę. W tym czasie Pedro znalazł w podłodze kratkę, chyba z odpływu jakiegoś. Plan miał prosty - wyszarpać kratkę i zrobić podkop.Udało się nie tylko ocalić gabinet od demolki, ale też zważyć pupila. Tak więc mogę powiedzieć nasze doże dziecię ma 48 kilo i 80cm w kłębie. Maleństwo <3
I jeszcze kilka fotek
czwartek, 13 listopada 2014
Logika
Mąż wrócił z poczty i opowiada:
- Wiesz... stał przede mną chłopak... mniej wiecej w twoim wieku... jakieś 18 lat temu
****
Ewa rysuje.
- Zgadnij co narysowałam?
- Hmmmm, chyba jakiegoś ludzika - zgaduję
- No coś ty, to nie jest ludzik, ludziki mają włosy
- No tak... to nie wiem. Powiesz mi co narysowałaś?
- Ludzika bez włosów
***
Czasem mam ochotę się poddać ;) :D
- Wiesz... stał przede mną chłopak... mniej wiecej w twoim wieku... jakieś 18 lat temu
****
Ewa rysuje.
- Zgadnij co narysowałam?
- Hmmmm, chyba jakiegoś ludzika - zgaduję
- No coś ty, to nie jest ludzik, ludziki mają włosy
- No tak... to nie wiem. Powiesz mi co narysowałaś?
- Ludzika bez włosów
***
Czasem mam ochotę się poddać ;) :D
niedziela, 9 listopada 2014
Czułości
Ewulę wzieło na czułości względem naszego prawie 7miesięcznego szczęścia.
- Oj ti ti ti, maleństwo nasze, Pedrulka maleńki.....
I dla zobrazowania całej sytuacji - fotki
- Oj ti ti ti, maleństwo nasze, Pedrulka maleńki.....
I dla zobrazowania całej sytuacji - fotki
piątek, 7 listopada 2014
Krowa na granicy
- Mamo, zadam ci zagadkę - zaczął Sebek.(l.13) Stoi krowa na granicy meksykańsko-francuskiej, czyje będzie mleko?
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć Ewa (l.3) wtrąciła swoje 3 grosze
- Mleko jest krowy!
Zaczęłam się śmiać
- Tak Ewciu, mleko jest krowy - przyznałam jej rację rozbawiona
- No wiem... bo ja taka spryciara jestem...
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć Ewa (l.3) wtrąciła swoje 3 grosze
- Mleko jest krowy!
Zaczęłam się śmiać
- Tak Ewciu, mleko jest krowy - przyznałam jej rację rozbawiona
- No wiem... bo ja taka spryciara jestem...
Subskrybuj:
Posty (Atom)







