- Mamo, a kiedy ja będę miała dzidziusia?
- jak będziesz duża i będziesz miała męża
- ale ja już jestem duża, przecież
- tak, ale nie masz jeszcze męża
- no tak, muszę sobie sama jakoś poradzić...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogólnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogólnie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 18 grudnia 2014
piątek, 8 lutego 2013
piątek, 9 listopada 2012
Żyjemy :D
U nas polka-galopka. Dni mijają w takim tempie, że aż jestem przerażona.
Co do ostatniego wpisu, okazało się że noga Sebka jest tylko potłuczona, wystarczył bandaż i po kilku dniach Młody śmigał jakby nic mu nie było.
"Ospa" Ewki okazała się uczuleniem, które ciągnie się do tej pory, bo dopiero teraz zatrybiłam co ją uczula. Otóż tran. Taki zwykły do picia. Odstawiłam przedwczoraj i syfy schodzą elegancko. Durna ja...
Ja każdą wolną chwilę spędzam na robótkach :) Trochę rysuję, trochę szyję (tak, przeprosiłam się z maszyną i nićmi), trochę się lenię (po 24.00 zazwyczaj ;) )
Jesli ktoś chciałby pooglądać sobie moje wypociny to zapraszam tu :)
http://majufka-handmade.blogspot.com/
W tajemnicy powiem, że właśnie skończyłam szyć miśka, jeszcze brakuje mu kilku detali, więc trochę jeszcze potrwa zanim wrzucę zdjęcia na bloga :)
Co do ostatniego wpisu, okazało się że noga Sebka jest tylko potłuczona, wystarczył bandaż i po kilku dniach Młody śmigał jakby nic mu nie było.
"Ospa" Ewki okazała się uczuleniem, które ciągnie się do tej pory, bo dopiero teraz zatrybiłam co ją uczula. Otóż tran. Taki zwykły do picia. Odstawiłam przedwczoraj i syfy schodzą elegancko. Durna ja...
Ja każdą wolną chwilę spędzam na robótkach :) Trochę rysuję, trochę szyję (tak, przeprosiłam się z maszyną i nićmi), trochę się lenię (po 24.00 zazwyczaj ;) )
Jesli ktoś chciałby pooglądać sobie moje wypociny to zapraszam tu :)
http://majufka-handmade.blogspot.com/
W tajemnicy powiem, że właśnie skończyłam szyć miśka, jeszcze brakuje mu kilku detali, więc trochę jeszcze potrwa zanim wrzucę zdjęcia na bloga :)
piątek, 26 października 2012
Skarpeciaki
I znów skarpety w roli głównej, ale tym razem w zupełnie innym zadaniu. Zapraszam do zapoznania się z notką na moim blogu, gdzie od czasu do czasu wyżywam się artystycznie :)
Tekst dot. Skarpeciaków [klik]
Zachęcam do włączenia się do akcji :)
Tekst dot. Skarpeciaków [klik]
Zachęcam do włączenia się do akcji :)
czwartek, 25 października 2012
Skarpety do zadań specjalnych.
Przyjrzyjcie się im dobrze, bo niedługo mogą się pojawić w telewizji, na okładkach gazet, a nawet na okładkach płyt :D
piątek, 31 sierpnia 2012
Może ktoś się na tym zna??
Wytłumaczcie mi coś.
Mam dzieciaki rok po roku w szkole. Syn nie sprzeda swoich książek (bo młodsze roczniki mają inną podstawę programową) co za tym idzie córa musi mieć nowe co roku.
Ale to kij.
W lipcu kupowałam córce książki, i m.in. kupiłam podręcznik do matematyki. Dostałam wtedy tylko pierwszą część ćwiczeń z tego przedmiotu. Dziś poszłam po drugą część i dowiedziałam się, że oprócz tej drugiej części wyszedł jeszcze jeden komplet ćwiczeń do tego jednego podręcznika. Oczywiście ćwiczenia różnią się między sobą.
To ja się pytam o co chodzi?
czwartek, 9 sierpnia 2012
Wir
Mam czasem wrażenie że wpadłam w wir, który mnie wciąga. Absolutnie nie narzekam, bo w tym wirze (codzienności) sa moi najbliżsi. Ale miłoby było czasem poprostu nic nie robić, miłoby było czasem by to właśnie najbliżsi zrobili wszystko za mnie. Choc jeden raz w roku. Jeden dzień. Dzień dobroci.
Taaak, dzień dobroci dla mnie, to moje największe marzenie.
środa, 18 lipca 2012
Poczta Polska
Kilka tygodni temu znalazłam awizo w skrzynce, wściekłam się bo akurat tego dnia byłam cały czas w domu. Na drugi dzień poszłam na pocztę, odebrałam sobie przesyłkę, ale nie omieszkałam wspomnieć o tym incydencie, tymbardziej, że to nie było pierwszy raz.
Kilka dni później siedzę sobie w domu spokojnie, nagle mi ktoś puka w szybę. Wyglądam a tam listonoszka. Wyszłam, a ona do mnie w te słowa:
"dzwonię i dzwonię, a pani nie otwiera. Wie pani ja tu u pani zawsze dłużej sobie stoję, bo i papieroska zapalę. Teraz też dzwoniłam, ale pani nie otwiera, to przyszłam sprawdzić czy pani jest czy nie, żeby pani znów na mnie nie składała skargi"
Głupio mi się zrobiło, bo okazało się, że to nie wina listonoszki, że awizo w skrzynce często ląduje, a mojego niedziałającego dzwonka. Przeprosiłam panią i nawet się polubiłyśmy.
Dziś naprawdę nie było mnie w domu. Wróciłam a w skrzynce awizo.
"Pech - pomyślałam - jutro zasuwam na pocztę obowiązkowo. Byle tylko nie lało."
Wyciągam awizo ze skrzynki a tam drukowanymi literami napisane:
"Paczka w szafce w szufladzie, przed wejściem, gdzie karma"
Pychol mi się uśmiechnął. Faktycznie przed drzwiami stoi u mnie szafka, na górze miska z karmą dla naszej Koczity. Wyjęłam paczuchę z szuflady przeszczęśliwa :D Chyba jednak jutro przejdę się na pocztę, pochwalić Panią listonoszkę. Mało tego, wieczorem dzwoniła, czy znalazłam paczkę i czy napewno ją wyjęłam.
Ludzki człowiek, mimo że na poczcie pracuje :)
Kilka dni później siedzę sobie w domu spokojnie, nagle mi ktoś puka w szybę. Wyglądam a tam listonoszka. Wyszłam, a ona do mnie w te słowa:
"dzwonię i dzwonię, a pani nie otwiera. Wie pani ja tu u pani zawsze dłużej sobie stoję, bo i papieroska zapalę. Teraz też dzwoniłam, ale pani nie otwiera, to przyszłam sprawdzić czy pani jest czy nie, żeby pani znów na mnie nie składała skargi"
Głupio mi się zrobiło, bo okazało się, że to nie wina listonoszki, że awizo w skrzynce często ląduje, a mojego niedziałającego dzwonka. Przeprosiłam panią i nawet się polubiłyśmy.
Dziś naprawdę nie było mnie w domu. Wróciłam a w skrzynce awizo.
"Pech - pomyślałam - jutro zasuwam na pocztę obowiązkowo. Byle tylko nie lało."
Wyciągam awizo ze skrzynki a tam drukowanymi literami napisane:
"Paczka w szafce w szufladzie, przed wejściem, gdzie karma"
Pychol mi się uśmiechnął. Faktycznie przed drzwiami stoi u mnie szafka, na górze miska z karmą dla naszej Koczity. Wyjęłam paczuchę z szuflady przeszczęśliwa :D Chyba jednak jutro przejdę się na pocztę, pochwalić Panią listonoszkę. Mało tego, wieczorem dzwoniła, czy znalazłam paczkę i czy napewno ją wyjęłam.
Ludzki człowiek, mimo że na poczcie pracuje :)
środa, 11 lipca 2012
Kur(w)ier
Zamówiłam u koleżanki kilka rzeczy. Takiej koleżanki, co to na gg ze mną chętnie wisi ;) Wczoraj nadała mi paczkę kurierem, mówiąc że przesyłka o tej wadze taniej wyjdzie właśnie tak niż pocztą.
Dziś kurwier zadzwonił mi na telefon, że właśnie pod moim domem stoi. Zagarnęłam Ewę pod pachę i pobiegłam na dwór. Kurier do mnie, widząc ze 10 kilo żywej wagi taszczę na ręce:
- ta paczka jest ciężka wie pani?
- wiem - mówię, przecież koleżanka ostrzegała - może mi pan ją podać i wsunąć pod pachę?
Skoro nie kwapił się, żeby mi ją zataszczyć po kilku schodach, musiałam sobie poradzić sama.
Podał. Przez moment zrobiło mi się biało przed oczami. 10 kilo dziecięcia w sekundzie zmieniło się w piórko. "Matko, co ta kumpela mi zapakowała" myślę sobie i sapię idąc po schodach.
W domu dziecię odstawiłam na podłogę a paczkę rzuciłam na stól i wtedy zobaczyłam nalepkę (naklejkę) NIE RZUCAĆ!
???
Otwarłam i oczom moim ukazała się walizka z narzędziami.
"nooo - myślę sobie - Monika pomyliła paczki. Ciekawe gdzie poszła moja..." i już miałam dzwonić do kumpeli, kiedy tknęło mnie i spojrzałam jeszcze na adres odbiorcy.
Różne rzeczy można o mnie powiedzieć, ale napewno nie to, że mam na imię Waldemar.
Złapałam za telefon i dzwonię do kurwiera, zdziebko zła bo może moją paczkę już gdzieś wydał wcześniej.
Był spowrotem zanim namierzyłam taśmę klejącą.
- Proszę chwilę poczekać - mówię - zakleję karton
- Nie, niech pani zostawi
- Takie otwarte pan doręczy?
- Tak, powiem, że nam się otwarło...
Kopara mi opadła. Ja byłam zła, ale na miejscu tego gościa od narzędzi chyba bym kuriera zagryzła.
Opisałam wszystko koleżance na gg. Jakiś czas później ona mi pisze:
- Nie uwierzysz, właśnie był u mnie kurier, po paczkę dla ciebie...
Niezły burdel mają w DPD.
Dziś kurwier zadzwonił mi na telefon, że właśnie pod moim domem stoi. Zagarnęłam Ewę pod pachę i pobiegłam na dwór. Kurier do mnie, widząc ze 10 kilo żywej wagi taszczę na ręce:
- ta paczka jest ciężka wie pani?
- wiem - mówię, przecież koleżanka ostrzegała - może mi pan ją podać i wsunąć pod pachę?
Skoro nie kwapił się, żeby mi ją zataszczyć po kilku schodach, musiałam sobie poradzić sama.
Podał. Przez moment zrobiło mi się biało przed oczami. 10 kilo dziecięcia w sekundzie zmieniło się w piórko. "Matko, co ta kumpela mi zapakowała" myślę sobie i sapię idąc po schodach.
W domu dziecię odstawiłam na podłogę a paczkę rzuciłam na stól i wtedy zobaczyłam nalepkę (naklejkę) NIE RZUCAĆ!
???
Otwarłam i oczom moim ukazała się walizka z narzędziami.
"nooo - myślę sobie - Monika pomyliła paczki. Ciekawe gdzie poszła moja..." i już miałam dzwonić do kumpeli, kiedy tknęło mnie i spojrzałam jeszcze na adres odbiorcy.
Różne rzeczy można o mnie powiedzieć, ale napewno nie to, że mam na imię Waldemar.
Złapałam za telefon i dzwonię do kurwiera, zdziebko zła bo może moją paczkę już gdzieś wydał wcześniej.
Był spowrotem zanim namierzyłam taśmę klejącą.
- Proszę chwilę poczekać - mówię - zakleję karton
- Nie, niech pani zostawi
- Takie otwarte pan doręczy?
- Tak, powiem, że nam się otwarło...
Kopara mi opadła. Ja byłam zła, ale na miejscu tego gościa od narzędzi chyba bym kuriera zagryzła.
Opisałam wszystko koleżance na gg. Jakiś czas później ona mi pisze:
- Nie uwierzysz, właśnie był u mnie kurier, po paczkę dla ciebie...
Niezły burdel mają w DPD.
Dziś
Dziś jakiś dziwny dzień jest. Od samego rana.
Wstałyśmy z Młodą przed 7 i o 8 już byłyśmy na spacerze z psem. Po drodze spotkałyśmy panią sąsiadkę, ta standardowo zaczęła nawijkę do Młodej. Nawijkę pt. "a titititi", taka nawijka to moment dla mnie, moment na wyłączenie się. Ale nagle coś co mówiła sprawiło że zostałam prawie siłą postawiona na nogi:
..."i jak ładnie wyglądacie z mamusią, obydwie jednakowo ubrane. Jak to ładnie wygląda..."
Rzuciłam okiem na Młodą - rybaczki i wściekle różowa bluzka, rzuciłam okiem na siebie - klon. Kuźwa, jak to możliwe?? Ale wstyd.
Wstałyśmy z Młodą przed 7 i o 8 już byłyśmy na spacerze z psem. Po drodze spotkałyśmy panią sąsiadkę, ta standardowo zaczęła nawijkę do Młodej. Nawijkę pt. "a titititi", taka nawijka to moment dla mnie, moment na wyłączenie się. Ale nagle coś co mówiła sprawiło że zostałam prawie siłą postawiona na nogi:
..."i jak ładnie wyglądacie z mamusią, obydwie jednakowo ubrane. Jak to ładnie wygląda..."
Rzuciłam okiem na Młodą - rybaczki i wściekle różowa bluzka, rzuciłam okiem na siebie - klon. Kuźwa, jak to możliwe?? Ale wstyd.
piątek, 29 czerwca 2012
Help
Wczoraj, godz. 4.30 słyszę w niani: "mamamamama" Młoda nie śpi. Człapię więc do jej pokoju i podejmuję wyzwanie. Przez godzinę próbuję ją uśpic. Młoda oczywiscie tuli się i przymyka oczka, ale każda moja próba wyjścia z jej pokoju kończy się płaczem i żalosnym wołaniem "mamamamama" O 5.30 schodzimy do kuchni, parzę sobie kawę, rozkładam się z Młodą na podłodze i układamy piramidkę (hit ostatnich dni)
Dziś 4.40 - dwa słowa - deja vu.
Chyba padnę. W kazdym oku mam tonę piachu, łeb mi sam leci na kolana. Niby teraz spi, ale co mi z tego jak mam milion dwiescie innych rzeczy do zrobienia na juz? Pociesz mnie myśl, że jeszcze 12 godzin i pójdę spać. Może.
Dziś 4.40 - dwa słowa - deja vu.
Chyba padnę. W kazdym oku mam tonę piachu, łeb mi sam leci na kolana. Niby teraz spi, ale co mi z tego jak mam milion dwiescie innych rzeczy do zrobienia na juz? Pociesz mnie myśl, że jeszcze 12 godzin i pójdę spać. Może.
środa, 27 czerwca 2012
Polityka prorodzinna
Ależ się dziś wkurzyłam z rana. Mam dwoje dzieci w wieku szkolnym. Po wakacjach jedno pójdzie do 5 klasy a drugie do 4. Do dziś łudziłam się, że córa przejmie podręczniki po bracie, ten na szkolnym kiermaszu odkupi dla siebie podręcznki, od starszych kolegów a ja tylko dokupię obojgu ćwiczenia.
Nic z tych rzeczy!!! No szlag mnie trafi. Jak to mozliwe że co roku zmienia się program?? Co roku wymagane są nowe podręczniki, a jedne od drugich różnią się naprzykład tym że obrazek ze strony 45 znajduje się na stronie 52, a w tekscie zamiast Ala jest Ola. Aaaaaaaaaa!!!!!! Przykłady nie są z książek wzięte, ale obrazują zmiany w podręczniku i oczywiście MUSZĘ kupić nowy zestaw. Ale ale to nie wszystko. Syn odkupi podręczniki od kolegów ze starszych klas, ale juz ich nie sprzeda (podobno nawet na allegro, bo MEN ma je zupełnie wycofać w przyszłym roku. Pytam więc DLACZEGO???? Czy są złe???? Jeśli tak, dlaczego mój syn ma się uczyć ze złych podręczników?????
Dla córy muszę zakupić cały komplet nowych książek, ale za rok też ich nie sprzedamy, bo już wiadomo że będą inne...
%$^&(@#$ mać. Czy to jest właśnie polityka prorodzinna w tym kraju?? Czy ten tysiak becikowego ma się jakoś rozmnażać, pęczkować? Może są jakieś wysokooprocentowane lokaty dla rodziców, gdzie ten tysiak rośnie wprost proporcjonalnie do wzrostu dziecka. Ręce mi opadają.
Wydaje mi się że polityka prorodzinna powinna polegać na czymś zupełnie innym, a tymczasem w naszym kochany kraju, ludziom którzy ją wcielają w życie przyświeca tylko jedno motto "Idźcie i rozmnażajcie się, a my wam zabierzemy ile tylko się da."
Fuck.
Nic z tych rzeczy!!! No szlag mnie trafi. Jak to mozliwe że co roku zmienia się program?? Co roku wymagane są nowe podręczniki, a jedne od drugich różnią się naprzykład tym że obrazek ze strony 45 znajduje się na stronie 52, a w tekscie zamiast Ala jest Ola. Aaaaaaaaaa!!!!!! Przykłady nie są z książek wzięte, ale obrazują zmiany w podręczniku i oczywiście MUSZĘ kupić nowy zestaw. Ale ale to nie wszystko. Syn odkupi podręczniki od kolegów ze starszych klas, ale juz ich nie sprzeda (podobno nawet na allegro, bo MEN ma je zupełnie wycofać w przyszłym roku. Pytam więc DLACZEGO???? Czy są złe???? Jeśli tak, dlaczego mój syn ma się uczyć ze złych podręczników?????
Dla córy muszę zakupić cały komplet nowych książek, ale za rok też ich nie sprzedamy, bo już wiadomo że będą inne...
%$^&(@#$ mać. Czy to jest właśnie polityka prorodzinna w tym kraju?? Czy ten tysiak becikowego ma się jakoś rozmnażać, pęczkować? Może są jakieś wysokooprocentowane lokaty dla rodziców, gdzie ten tysiak rośnie wprost proporcjonalnie do wzrostu dziecka. Ręce mi opadają.
Wydaje mi się że polityka prorodzinna powinna polegać na czymś zupełnie innym, a tymczasem w naszym kochany kraju, ludziom którzy ją wcielają w życie przyświeca tylko jedno motto "Idźcie i rozmnażajcie się, a my wam zabierzemy ile tylko się da."
Fuck.
wtorek, 26 czerwca 2012
Matrix
Ja chyba nie żyję w realnym świecie, to nie jest możliwe. Myślę, że wrzucono mnie na chwilę w jakiś matrix albo coś podobnego, za dużo dziwnych rzeczy dzieje się dookoła mnie.
Dziś na przykład jadę sobie spokojnie na przedobozowe spotkanie rodziców. Skręcam w lewo i zdziwiłam się bo na moim pasie stało tico albo coś ticopodobnego. Z wrażenia nawet nie wiem co to był za samochód. Stało na lewym pasie, bo kierowca chciał skręcić w lewo. Najpierw się wkurzyła, już miałam zwymyślać kierowcę, ale zobaczyłam kto jedzie tym autem. Za kierownicą siedział pan mocno po 70, obok kolega (zapewne jeszcze z lat szkolnych) a z tyłu dwie panie w tym samy wieku. Panowie w czapeczkach z daszkiem. WSZYSCY mieli w buziach LIZAKI!!! Jak to zobaczyłam to parsknęłam śmiechem i gdyby nie fakt, że stałam na srodku skrzyżowania, to poprostu zrobiłabym im zdjęcie.
:D
Co poza tym?
Ewa odkryła moc magicznego słowa "DAJ". Co chwilę łapka coś pokazuje i dziubol woła "daaaa" a czasem nawet "daaaaj". :D
Dziś na przykład jadę sobie spokojnie na przedobozowe spotkanie rodziców. Skręcam w lewo i zdziwiłam się bo na moim pasie stało tico albo coś ticopodobnego. Z wrażenia nawet nie wiem co to był za samochód. Stało na lewym pasie, bo kierowca chciał skręcić w lewo. Najpierw się wkurzyła, już miałam zwymyślać kierowcę, ale zobaczyłam kto jedzie tym autem. Za kierownicą siedział pan mocno po 70, obok kolega (zapewne jeszcze z lat szkolnych) a z tyłu dwie panie w tym samy wieku. Panowie w czapeczkach z daszkiem. WSZYSCY mieli w buziach LIZAKI!!! Jak to zobaczyłam to parsknęłam śmiechem i gdyby nie fakt, że stałam na srodku skrzyżowania, to poprostu zrobiłabym im zdjęcie.
:D
Co poza tym?
Ewa odkryła moc magicznego słowa "DAJ". Co chwilę łapka coś pokazuje i dziubol woła "daaaa" a czasem nawet "daaaaj". :D
środa, 13 czerwca 2012
W telegraficznym skrócie
Kupiłam maszynę i szyję :) Ja! Ja, osoba wyrzucająca skarpety z powodu dziury. Ja, osoba nie potrafiąca przyszyć guzika. Ja. I wiecie co? Podoba mi się. Naprawdę. Na razie nadaję drugie życie za małym ciuchom Ewy i nawet widać co autor miał na myśli :D Póki co nie moge pokazać co wyszło mi spod igły, bo to są niespodzianki dla pewnych maluszków i niebawem pojadą w świat, ale kiedy dostanę informację że zostały zaadoptowane, wtedy się pochwalę :D
A poza tym.
Młoda coraz śmielej próbuje chodzić, dziś ćwiczyła samodzielne stawanie. Nie ma, glizda, odwagi puścić się i pójść sobie. Robi 3-4 kroki i szuka czegoś czego mogłaby się złapać. Mam nadzieję, ze lada moment zacznie sama biegać :)
Starsi odliczają już do wakacji, ja z resztą razem z nimi ;) .
Też już chciałabym wakacje. Bardzo.
A poza tym.
Młoda coraz śmielej próbuje chodzić, dziś ćwiczyła samodzielne stawanie. Nie ma, glizda, odwagi puścić się i pójść sobie. Robi 3-4 kroki i szuka czegoś czego mogłaby się złapać. Mam nadzieję, ze lada moment zacznie sama biegać :)
Starsi odliczają już do wakacji, ja z resztą razem z nimi ;) .
Też już chciałabym wakacje. Bardzo.
sobota, 9 czerwca 2012
Mizianie
Poszłam z dziewczynkami na zakupy. W sklepie mijała nas pewna pani. Już z daleka uśmiechała się do Ewy. Kiedy się mijałyśmy, wyciągnęła rękę w kierunku buzi Ewci. Odruchowo pociągnęłam wózek do siebie i łapa paniusi nie spotkała się z policzkiem mojej córy.
- Co pani taka nerwowa? - zagadnęła pani
- Ja?? - szczerze się zdziwiłam
- Chciałam tylko pomiziać pani córeczkę po policzku, bo taka jest śliczna...
- Pani też jest niezwykłej urody - odpowiedziałam szybko - mogę też panią pomiziać?
Poszła obrażona. Dlaczego? Przecież właśnie powiedziałam jej komplement.
A na poważniem szlag mnie trafia kiedy spotykam "miziaczy" na swojej drodze. Niech idą do zoologicznego miziać króliczki i odwalą się od mojej córki.
- Co pani taka nerwowa? - zagadnęła pani
- Ja?? - szczerze się zdziwiłam
- Chciałam tylko pomiziać pani córeczkę po policzku, bo taka jest śliczna...
- Pani też jest niezwykłej urody - odpowiedziałam szybko - mogę też panią pomiziać?
Poszła obrażona. Dlaczego? Przecież właśnie powiedziałam jej komplement.
A na poważniem szlag mnie trafia kiedy spotykam "miziaczy" na swojej drodze. Niech idą do zoologicznego miziać króliczki i odwalą się od mojej córki.
poniedziałek, 21 maja 2012
Dobra passa konkursowa
Ostatnio mam nową pasję. Nałogowo wręcz biorę udział w konkursach :D
W maju wygrałam na przykład 3 bilety do cyrku :D, książkę i chyba autograf G. Chyba, bo o ile pytanie po francusku zrozumiałam, odpowiedź skleciłam i wysłałam o tyle za cholere nie wiem czy dobrze zrozumiałam, że to właśnie ja wygrałam, hahahaha No nic, wysłałam maila z danymi do wysyłki i czekam, a nuż widelec... ;)
I żeby nie było.... 4 kolejne konkursy w toku ;)
W maju wygrałam na przykład 3 bilety do cyrku :D, książkę i chyba autograf G. Chyba, bo o ile pytanie po francusku zrozumiałam, odpowiedź skleciłam i wysłałam o tyle za cholere nie wiem czy dobrze zrozumiałam, że to właśnie ja wygrałam, hahahaha No nic, wysłałam maila z danymi do wysyłki i czekam, a nuż widelec... ;)
I żeby nie było.... 4 kolejne konkursy w toku ;)
wtorek, 24 kwietnia 2012
Jak zdołować się z rana?
Wystarczy uświadomić sobie, że za 5 lat bedzie się miało 40 na karku...
Do moich urodzin jeszcze ciut zostało, na codzień o tym nie myślę, a dzis jakoś mysli same poszły w tym kierunku...
Jak kuźwa czterdziestkę?? Już za 5 lat?
Do moich urodzin jeszcze ciut zostało, na codzień o tym nie myślę, a dzis jakoś mysli same poszły w tym kierunku...
Jak kuźwa czterdziestkę?? Już za 5 lat?
niedziela, 22 kwietnia 2012
Zaraza
Dopadła nas jelitówka. Trzy dni temu cierpiał mąż, od wczoraj ja a dziś do nas dołączyła Ewa. Bosko.
wtorek, 17 kwietnia 2012
Edit
Uprzejmie donoszę, że z trawy (zamieszczonej w poście poniżej) zaczyna wyrastać koperek. Nie miałam pojęcia że to to tak własnie rośnie... Dziecko z miasta.... ;)
piątek, 13 kwietnia 2012
W moim ogródeczku....
Nie może byc normalnie choć raz? Ale od początku...
Zamarzył mi się koperek na wyciągnięcie ręki, zawsze kiedy najdzie mnie ochota. Zamarzyła mi się też zawsze swież, a natka pietruszki. Poszłam więc do sklepu, kupiłam nasiona i posiałam. W donicach. Na parapecie. W kuchni.
Pierwszy wykiełkował koperek. Mniam. Już widziałam ziemniaki z koperkiem na obiad. Rośnie jak najęty, jakby się szaleju najadł, tylko.... No właśnie, czy tak wygląda koperek?
Pietrucha też już kiełkuje, jest jeszcze maleńka i już mam do niej "ale" Powinna być strzępiasta, a jest taka:
Zamarzył mi się koperek na wyciągnięcie ręki, zawsze kiedy najdzie mnie ochota. Zamarzyła mi się też zawsze swież, a natka pietruszki. Poszłam więc do sklepu, kupiłam nasiona i posiałam. W donicach. Na parapecie. W kuchni.
Pierwszy wykiełkował koperek. Mniam. Już widziałam ziemniaki z koperkiem na obiad. Rośnie jak najęty, jakby się szaleju najadł, tylko.... No właśnie, czy tak wygląda koperek?
Zdjęcie na opakowaniu przedstawiało taki raczej normalny koper, taki sklepowy... Ten nawet za bardzo nie pachnie.
Pietrucha też już kiełkuje, jest jeszcze maleńka i już mam do niej "ale" Powinna być strzępiasta, a jest taka:
Ta przynajmniej pachnie jak pietrucha, kiedy ją roztarłam w palcach. Daje jej jeszcze czas, w końcu to maleństwo, może się jeszcze postrzępi.
Tylko co z tym koperkiem?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


